Miejsce akcji

Jednym z częstych błędów początkujących autorów (i nie tylko) jest tworzenie miejsca akcji niepowiązanego z akcją lub niewykreowanie go wcale. Nie zawsze są to błędy, które widać na pierwszy rzut oka, jednak zawsze sprawiają, że książka wiele traci. Przeciętny czytelnik będzie czuł, że „czegoś mu w książce brakuje”, dobry redaktor się doczepi. Warto zatem nauczyć się te błędy zauważać, by ich unikać. Przyjrzyjmy się więc, na czym dokładnie polegają.

Błąd 1: Miejsce akcji ma „zrobić” historię

Oczywiście nie ma nic złego w osadzeniu akcji w miejscu, które samo w sobie jest ciekawe i robi wrażenie. Inaczej nie mielibyśmy takich perełek, jak „W pustyni i w puszczy”, „Przypadki Robinsona Cruzoe” czy seria górskich kryminałów naszego autora Bartłomieja Kowalińskiego. O tym, kiedy wyjątkowe miejsce akcji ma sens, jeszcze sobie powiemy. Na razie przyjrzyjmy się, kiedy nie ma sensu.

Pomyśl o miejscu akcji Twojej historii albo miejscu akcji z dowolnej książki lub filmu i odpowiedz szczerze na kilka pytań:

  • Czy miejsce akcji samo w sobie jest z jakichś powodów spektakularne, atrakcyjne, budzące emocje, tęsknotę?
  • Czy ta sama historia mogłaby się rozegrać w innym miejscu bez potrzeby zmieniania istotnych szczegółów w jej przebiegu?
  • Czy bohater, przemieszczając się z jednej lokalizacji do drugiej, pokonuje duży dystans, który nie jest konieczny, np. wysyłasz go do Egiptu, by przeżył coś, co równie dobrze mógłby przeżyć w Radomiu, albo… lokujesz go w hotelu nad Zalewem Solińskim, kiedy śledztwo toczy się na komendzie policji w Lesku?
  • Czy sama historia przestałaby być interesująca, gdyby osadzić ją w jakimś bardziej „zwyczajnym” miejscu?

Jeśli Twoje odpowiedzi są twierdzące, trzeba poważnie się zastanowić, czy aby ciekawą scenerią nie próbujesz zamaskować słabości Twojej fabuły.

Strategie mogą być różne: egzotyczne lokalizacje, miejsca urzekające pięknem, przejmujące grozą, oryginalne itp. Wciąż dostajemy na maila książki z egzotycznymi lokalizacjami i… zupełnie nieciekawą fabułą. A pamiętasz „Dzieci z Bullerbyn”? Wieś jak wieś, podobnych miejsc można by było znaleźć na mapie tysiące, może nawet miliony, a jednak miejscowość, na której wzorowała się Astrid Lindgren, do dziś jest chętnie odwiedzana przez miłośników powieści. Podobnie jak „mieszkanie Sherlocka Holmesa” na zwyczajnej londyńskiej ulicy Baker. Zastanów się, dlaczego tak wielu ludzi chce te miejsca zobaczyć, pomimo że nie są wcale egzotyczne czy zadziwiające. A następnie przypomnij sobie inne przykłady ciekawych historii rozgrywających się w zwyczajnych sceneriach.

Specyficzną odmianą tego błędu jest pewna tendencja, która stanowi niemalże epidemię wśród młodych autorów. Otóż panuje przekonanie, że książka bezsprzecznie musi zawierać zagraniczne nazwy miejsc (i imiona bohaterów). Nieważne, że akcja mogłaby się równie dobrze toczyć w Bydgoszczy, a bohaterowie zachowują się jak polskie nastolatki, ale wszystko musi się nazywać po angielsku, ewentualnie po japońsku, bo to jest takie fajne, prawda? Nieprawda. Jeżeli chcesz stworzyć książkę, która spodoba się nie tylko obserwującym ze znanej platformy pisarskiej, to musisz przekroczyć estetykę mediów społecznościowych.

Skutkiem ubocznym pokochania polskich nazw jest sprowadzenie autora na ziemię. Jeśli zaczynasz dopuszczać myśl, że akcja mogłaby się rozegrać w Twoim mieście, a bohaterami mogliby być Twoi znajomi, to pomaga to tworzyć wydarzenia, które rzeczywiście mogłyby mieć miejsce. Z doświadczenia wiem, że autorzy, którzy używają zagranicznych nazw własnych, częściej tworzą życzeniowe bajeczki niż ci używający polskich nazw.

Błąd 2: Miejsce akcji nie powstało

Tak, choć to brzmi absurdalnie, to jeden z częstszych błędów, nawet wśród doświadczonych pisarzy i scenarzystów. Polega on na tym, że autor dobiera sobie okoliczności fizyczne życzeniowo. Miejsce akcji albo jest nieokreślone i niemożliwe do odtworzenia w wyobraźni, albo jest konkretnie określone, lecz nie ma za wiele wspólnego ze swoim prawdziwym odpowiednikiem. Czytając taką książkę lub oglądając taki film, masz wrażenie, że odległości pomiędzy miejscowościami rozciągają się lub kurczą, rzeki zmieniają położenie koryta i kierunek nurtu. Lasy pojawiają się lub znikają, a dom raz stoi przy samej ulicy, a raz oddziela go od niej ogród. Dla jasności… pewna swoboda pisarska jest oczywiście dopuszczalna, ale warunek jest taki, że tworzysz element fikcyjny, który mógłby zaistnieć. To znaczy jest prawdopodobny w ramach danego gatunku literackiego, danej konwencji dzieła.

Przykładowo, czytając powieści Henryka Sienkiewicza, możesz trzymać pod łokciem mapę i dokładnie, krok po kroku, zaznaczać na podstawie tekstu przemieszczanie się bohaterów. Jeśli nie wierzysz, spróbuj. Z kolei ja, znając nie najgorzej Bieszczady, nie byłam w stanie stworzyć takiej mapki dla popularnego serialu, którego akcja rzekomo się tam rozgrywała. Niby nazwy geograficzne się pojawiają, ale w tak abstrakcyjnych kontekstach i lokalizacjach, że przedstawiony tam świat w żaden sposób nie daje się nałożyć na prawdziwą mapę tej krainy. Komuś, kto nie zna polskich gór, może to nie przeszkadzać. Dla mnie – miłośniczki i stałego bywalca – to profanacja, a nie swoboda pisarska. Owszem, sceneria ma służyć akcji, ale nie w taki sposób, jak boisko na „afrykańskiej” mundialowej reklamie pepsi. (Nie reklamujemy napoju, po prostu reklama ma dobrą fabułę).

Inną typową cechą niewykreowanego miejsca akcji jest to, że opisy są niespecyficzne i mgliste lub bardzo stereotypowe:

  • Jak bohater jest w lesie, to na pewno ten las jest gęsty jak angielski żywopłot, jest w nim cicho i ciemno jak w… kanale, a dzikie zwierzęta wyskakują zza każdego drzewa. Przy tym najlepszy botanik nie byłby w stanie dojść z opisów, jaki to rodzaj lasu, bo główny bohater widzi wokół siebie tylko „drzewa”.
  • Jeśli bohater jest na wsi, to na pewno nie jeżdżą tam żadne samochody, ludzie nie wiedzą, co to Internet, telefon nie ma zasięgu, a do najbliższego sklepu spożywczego jest 70 kilometrów.
  • Jeśli akcja rozgrywa się w mieście, to na bank za najbliższym rogiem będzie kawiarnia z wolnymi stolikami przy oknie albo zaciszny park z wolnymi ławeczkami.
  • Jeżeli jest w górach, to widać tam przede wszystkim „ładne widoki”, a bohater już 10 minut po wejściu na szlak idzie wąską ścieżką nad przepaścią.
  • Jeżeli jest nad jakimkolwiek morzem, to z pewnością plaża jest piękna, zadbana, piaszczysta i wyludniona, a kolekcjonerskie okazy bursztynów wylegują się na niej jak tłumy Polaków w Chorwacji.

Znasz podobne przykłady opisu miejsca akcji? No to dawaj. Może czegoś się nauczysz na błędach innych.

Błąd 3: Niewykorzystany potencjał scenerii

To niestety też powszechny błąd, który najczęściej wynika z nieznajomości miejsca lub braku wyobraźni autora. Jedność akcji z miejscem poznajemy po tym, że gdyby daną scenę przenieść do innej lokalizacji, trzeba by było zmienić jej przebieg. Wyobraź sobie sytuację, w której dwóch mężczyzn walczy ze sobą na pustyni. Szarpią się, szarpią, w końcu jeden zyskał przewagę i udusił drugiego gołymi rękami. Koniec. Mogliby się tak szarpać także na głównej ulicy miasta, w knajpie czy w stajni, nad brzegiem oceanu, w Bombaju albo Mszanie Dolnej i na jedno by wyszło. Ale kiedy jeden sypnie drugiemu piaskiem w oczy i wepchnie go w jakiś kolczasty suchy krzak, by w ten sposób zyskać przewagę, a potem odłamanym z krzaka cierniem rozpruje mu tętnicę szyjną i zostawi go na wykrwawienie, przepędzając jego konia? No właśnie, nie dałoby się tego powtórzyć na stacji metra w Warszawie.

Zaskoczył Cię mój pomysł na rozwiązanie tej walki? Właśnie pełne wykorzystanie potencjału miejsca akcji daje nam najbardziej zaskakujące, nieszablonowe rozwiązania. Warunek jest taki, że musisz to miejsce świetnie znać albo świetnie je sobie wyobrazić. I naprawdę nie trzeba umieszczać akcji na Malediwach, żeby była interesująca. Intersującą akcję można stworzyć, wykorzystując scenerię własnej kuchni. Tak naprawdę nie ma miejsc bez potencjału, są tylko mało kreatywni autorzy.

Ćwiczenie? Proszę bardzo. Wybierz dowolną scenę z dowolnej książki lub filmu. Dobrze, żeby to była scena, w której coś się dzieje, a nie tylko bohaterowie rozmawiają. Przypomnij sobie dokładnie jej przebieg, a teraz rozejrzyj się po miejscu, w którym jesteś, i zastanów się, jak ta scena musiałaby przebiec, gdyby się rozgrywała właśnie tu. Co trzeba by było zmienić, żeby ją zakorzenić w miejscu akcji. Nie powściągaj wyobraźni. Możesz wymyślić kilka wersji, nawet najbardziej szalonych, przerobić kilka różnych scen. Spokojnie, nie musisz tego nikomu opowiadać. Chodzi tylko o trening twórczego myślenia. A jeśli się okazało, że nie trzeba było niczego zmieniać w tej scenie, to już wiesz, co to oznacza.

Błąd 4: Wydarzenia nie pasują do miejsca akcji

Coraz częściej pojawia się błąd polegający na tym, że młodzi ludzie, wychowani na zagranicznych produkcjach filmowych, próbują przenieść skalę akcji z dużego ekranu na polskie realia. I tak mamy iście hollywoodzkie strzelanki w powiecie leskim; przedmieścia średnich polskich miast roją się od tajnych agentów i płatnych morderców; w rodzinie głównej bohaterki, księgowej z Łomży, nikt jeszcze nie umarł śmiercią naturalną, tylko wszyscy zostali zamordowani, ewentualnie poginęli w wypadkach drogowych; ciche polskie studentki masowo poznają na wakacjach włoskich szefów mafii, którzy do grobowej deski będą je uszczęśliwiać czułą opieką i drogimi prezentami.

Może to brzmi jak kpina, ale to są prawdziwe przykłady z polskiej twórczości. I nie chodzi mi o to, że w Polsce nie ma przestępstw i innych spektakularnych wydarzeń. Są! Inspiracji nie brakuje, i właśnie dlatego takie kalkowanie wielkich produkcji sensacyjnych jest zwyczajnie bez sensu. Wbrew pozorom wcale nie jest łatwo pisać o przestępstwach na wielką skalę. Zwłaszcza w małych społecznościach. Im mniejsza arena działań, im bardziej hermetyczna społeczność, tym bardziej specyficzny mikroklimat i gęstsza sieć zależności, w której pewne rzeczy mogłyby się wydarzyć, a inne raczej nie. A dodatkowo każde wydarzenie odbiegające od codziennej rutyny pociąga za sobą lawinę reperkusji.

Przykład? Proszę bardzo. Wyobraź sobie, że w Twojej książce zostaje zamordowana kasjerka z hipermarketu w Warszawie. Jak to się odbije na społeczności? Koleżanki i koledzy z pracy będą zalęknieni, ale szybko podzielą się jej godzinami i zaczną śledzić postępy policji w Internecie, media będą trąbić, klienci albo będą unikać tego sklepu, albo wręcz przeciwnie…

A teraz przenieś to morderstwo do małej wioski, gdzie jest jeden spożywczak prowadzony przez jedną panią. Poza sensacją lokalną i medialną z pewnością wywoła to u ludzi większy szok, bo przecież wszyscy się znają, więc kto mógł to zrobić. Pojawią się typy: „To ta szurnięta zielarka spod lasu! Miesiąc temu kłóciła się w sklepie o 30 groszy”. W dodatku sklep musi zostać zamknięty, bo nie ma go kto prowadzić. Ludzie muszą jeździć na zakupy do najbliższego miasta, więc są źli i tym szybciej chcą znaleźć winnych. Albo zaczynają osądzać sklepikarkę, że komuś podpadła. A że rzadziej są w domu i mniej widzą, co wokół się dzieje, ale chcą widzieć więcej, to pojawiają się domysły i wyolbrzymianie spostrzeżeń. Więcej tankują, bo więcej jeżdżą, więc i stacja benzynowa Henryka ma większy obrót… Co na to Henryk? Sprowadza do kasy przy stacji podstawowe produkty spożywcze… I można tak jeszcze długo…

Jak unikać błędów miejsca akcji?

Twórz wydarzenia, które mogłyby zaistnieć w danym miejscu

Weź pod uwagę konwencję, w której tworzysz. Jeśli to jest komedia gangsterska, możesz sobie pozwolić na więcej fantazji niż np. w przypadku klasycznego kryminału. Dokładnie poznaj miejsce akcji. Wbrew obiegowemu mitowi nie da się oddać klimatu miejsca, znając je tylko z Google View. Ja na ogół już po pierwszych stronach odróżniam powieści osadzone w miejscach, w których autor był, od takich pisanych na podstawie źródeł internetowych.

Skup się na pisaniu powieści, a nie opowiadaj filmu, który sobie wymyśliłeś

Nawet jeśli w danym miejscu naprawdę dzieją się podobne rzeczy, jak w Twojej powieści, to z pewnością są mniej spektakularne, niż przedstawiłaby to zagraniczna produkcja kinowa. Nie chodzi oczywiście o to, żeby opisywać prozę życia, bo powieść musi być ciekawą historią, ale czytelnik nie może mieć wrażenia, że kupił bajkę zamiast powieści sensacyjnej, kryminału czy romansu.

Dokładnie poznaj miejsce akcji

Google View i Wikipedia są przydatnymi narzędziami, ale to na ogół za mało, żeby pisać wiarygodnie o danym miejscu. Choć niektórzy nie dochodzą nawet do tego poziomu, żeby coś sprawdzić w Internecie, to my i tak wymagamy więcej. Jeśli tylko możesz, pojedź tam, gdzie chcesz osadzić swoją akcję, pobądź, poczuj klimat, porozmawiaj z ludźmi, posłuchaj, jak mówią, poobserwuj, jak się ubierają, czym się przemieszczają, czym się zajmują zawodowo i w wolnym czasie. Daj tekst do przeczytania komuś, kto dobrze zna to miejsce albo wręcz tam mieszka.

Zauważaj szczegóły i zbieraj dane

Twórz mapki miejsc, o których piszesz, zaznaczaj odległości i czasy przejazdu, rób zdjęcia. Zwracaj uwagę na charakterystyczną zwierzynę i roślinność, topografię, zabudowę, zbiorniki wodne, jakość dróg, stroje ludzi, ich język, zajęcia, warunki życiowe, podejście do życia, zwyczaje itp., itd. Zorientuj się, jak dane miejsce wygląda w określonej porze roku, jak przebiegają tam zjawiska atmosferyczne, itp. Czy halny wieje tylko wysoko w górach, czy w mieście u podnóża też? A może w różnych pasmach górskich różnie to wygląda? Czy u stóp wodospadu woda jest głębsza czy płytsza niż gdzie indziej? Czy wracając z bieszczadzkiej trasy w suchy, pogodny dzień będziesz mieć czyste buty, czy zabłocone? A z tatrzańskiej? Czy łatwo jest znaleźć kąpielisko na dzikiej mazurskiej rzece, czy trudno? Czy zaświeciwszy latarkę we mgle lub śnieżycy, będziesz widzieć więcej czy mniej? Na jakie zwierzęta trzeba szczególnie uważać na wydmach? Czy żeby się całkowicie zanurzyć w jeziorze, musisz odejść od brzegu dalej niż w przypadku morza, czy bliżej? Gdzie pójdzie rzeszowiak, jak się z nim umówisz na piwo, a nie podasz miejsca? Czy góral poczuje się zaszczycony, kiedy zaczniesz naśladować jego gwarę? Jakim dźwiękiem zareaguje poznaniak, kiedy coś mu się spodoba? Dalej jesteś pewny, że można się dowiedzieć tych rzeczy ze zdjęć w Internecie? A przecież wszystkie mogłyby być bardzo istotne dla przebiegu akcji.

Maksymalnie wykorzystuj możliwości, jakie daje miejsce akcji

Zanim zaczniesz wymyślać nieistniejące okoliczności fizyczne, dobrze się rozejrzyj w istniejących. Z pewnością znajdzie się coś, co podsunie Ci jakąś inspirację. Zakotwicz całą historię, jak i poszczególne sceny w miejscu akcji na tyle, żeby nie dało się ich przenieść gdzie indziej bez istotnych zmian.

 

Ćwiczenia już były w tekście, więc nie dokładam nowych. Życzę Ci dużo inspiracji i kreatywności, a sobie – opowieści z naprawdę dobrze zrobionym miejscem akcji.

Agata Tokarska
redaktor